Tej wolności zaznaliśmy tyle na ile ktoś nam pozwolił, bo zawsze mieliśmy dzień zaplanowany z góry. Zwykle szliśmy gdzieś, albo pozwiedzać okolicę, albo skorzystać z miejscowych rozrywek. Gościniec cechowało to, że wszystko robiliśmy pod nadzorem wychowawców i nauczycieli, nie było mowy o samotnych wędrówkach, czasem tylko udało nam się wyskoczyć na jakiś spacer w górki, ale tylko gdzieś w pobliżu, bo przypuszczalnie mieliśmy na to około 1,5 godziny, a potem musieliśmy się zameldować cali iż zdrowi. Takie to były nasze wczasy, teraz nie wiem wygląda gościniec. Kiedy natomiast wybieraliśmy się na pola namiotowe, to obowiązywały nieco inne zasady. Były to miejsca specjalne.